Do tego działa dokładnie. Ustatkował się na poziomie około... 0 sekund na dzień, czasem noszony, czasem nie. Teraz ostatnio nie zatrzymałem go przez osiem dni bez przerwy, co przy noszeniu różnych zegarków w różne dni nie jest wcale takie oczywiste (rotomatu nie mam). Po założeniu "pattiniego" nie moczę go niepotrzebnie, ale też i nie ściągam do zmywania czy mycia rąk. Szum "silnika" ST-25 coraz bardziej mi odpowiada. Czasem nawet specjalnie go sobie rozhuśtam przy uchu, żeby posłuchać jałowego biegu i "pstrykania" przy hamowaniu.
Nie wiem, co jeszcze mogę dodać - wszystko jest ok. Do rozmiaru się przyzwyczaiłem. Szkoda mi go trochę "ciorać" na co dzień, bo fajny jest. Do cięższych prac wolę założyć Mako bądź DW-5600. Albo jakiegoś poliocika... Chociaż tych starych radzieckich wynalazków też mi szkoda.
Po prostu - szczerze polecam.
Dopiszę coś za jakiś czas. Na razię dodaję nowe zdjęcia:
Fot.: adventure.host22.com