Stanowczo raczej nigdy nie kupuję pod wpływem impulsu...
Chodził za mną od dawna. W różnych kształtach, pozach, wersjach, ze stalową kopertą z zakręcanym deklem, z radiem, baterią słoneczną, bransoletą, paskiem nato… No chodził i nie chciał się odczepić.
Swoją kolekcję dobieram starannie. Zwykle, gdy mam chęć na nowy zegarek, to najpierw czytam w sieci wszystko co jest dostępne: recenzje, opinie innych, zdjęcia jak prezentuje się na nadgarstku, a potem zostawiam to wszystko na kilka tygodni i nie zajmuję się tym wcale. To u mnie działa i pozwala zachować resztki zdrowego rozsądku w zegarkowej chorobie, no i trochę grosza w kieszeni na pozostałe hobby. Ale jeżeli temat powraca do mnie po tym czasie jak bumerang - to znak, że coś się jednak dzieje
Tak było i tym razem. Recenzje znalezione w sieci oraz setki pozytywnych opinii na stronie największej internetowej księgarni na świecie przekonały mnie, że muszę kupić G z serii 5! No muszę i już!
Kiedy decyzja już zapadła, przyszedł czas na analizę modelu. I znowu: przeglądanie, czytanie, analizowanie różnic, wyszukiwanie najniższych cen. Gdy po wstępnych przemyśleniach odrzuciłem modele używane, na placu boju pozostały trzy: GW-5000, GW-M5610 oraz DW5600 - bohater niniejszej recenzji.
GW-5000 jest świetny. Stalowa koperta robi niesamowite wrażenie. Przejrzysty, nie zaśmiecony zbyt wieloma napisami ekran, synchronizacja radiowa i bateria słoneczna i to wszystko już tylko niespełna… 300 dolarów?! Za G-Shocka?! Zegarek z założenia miał być moim EDC i zastąpić w codziennym życiu niezwykle wygodnego, ale bardzo szybko dochodzącego do tej nieuchwytnej granicy pomiędzy zegarkiem używanym a “zdziadziałym” Orienta Mako. Ale zakładając na codzień zegarek za 300 dolców skupiałbym się na nim za bardzo. A w EDC chodzi o to, żeby o zegarku po prostu zapomnieć. Zostały więc dwa.
Kolejny miesiąc rozmyślałem o GW-M5610. Tylko 100 dolarów, a w środku zaawansowana technologia:synchronizacja radiowa i bateria słoneczna. Z drugiej strony zaśmiecona tarcza z czerwonym paskiem, który pasuje może do wakacyjnych ubiorów, ale czterdziestoletniemu facetowi na co dzień i do biura już nie bardzo. No i jednak znowu cena: 60 dolarów za to, że zegarek będzie się sam co noc synchronizował, to trochę dużo. Za tą kwotę jestem w stanie do comiesięcznego googlowego przypomnienia o spłacie karty kredytowej i archiwizacji dysku dołożyć jeszcze jedno o synchronizacji zegarka. W ten sposób sprawa radia została w moim umyśle rozwiązana. Pozostała sprawa baterii słonecznej.
Przynam, że trochę korciło mnie, żeby ściągnąć z Japonii wersję G-5600. Ale znowu: opinie użytkowników, a raczej ich niezadowolenie z cicho działających alarmów, oraz oczywiście cena przekonały mnie żeby zakupić najprostszą wersję za 40 dolarów. A co mi tam - myślałem. - Najwyżej sprzedam i kupię coś innego. W końcu to nadal Casio, a nie jego marnie wykonana podróbka.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem, a że zbiżał się czas świąt, to napisałem list do Św. Mikołaja, nakleiłem znaczek do Lapo… USA i chodu do skrzynki. Teraz trzeba bylo tylko mieć nadzieję, że byłem grzeczny wystarczająco, by zasłużyć na prezent, a nie na rózgę
Niespokojne wigilijne wyczekiwanie, naprędce dogryziony karp, i… Jest! Całe szczęście z Ameryki przyszło tylko plastikowe pudełko bez blaszanych puszek, a w nim kupa papierów i on sam, na plastikowej podstawce! Pierwsze wrażenie: super! Prezentuje się zdecydowanie lepiej niż na zdjęciach, które nie są w stanie oddać niuansów jego budowy. Zakładam na rękę - pasuje jak ulał! No i o to przecież chodziło. Na tarczy, a raczej ekranie nic się nie dzieje: godzina, data, tryb czasu i to wszystko. I tak miało być. Żadnych kreseczek, kółeczek i tym podobnych detali przyciągających niepotrzebnie wzrok. Po prostu czarny, nierzucający się w oczy zegarek. Ustawiłem czas i tak już został na ręce.
Ale ale… Miał być taki super wygodny, a tu cały czas czuję, że coś mam na nadgarstku. Zegarek niby lekki - chociaż jego wagę wyraźnie da się odczuć, ale coś jest nie tak. Nadgarstek ciągle sygnalizuje, że coś na nim siedzi. Niefajne uczucie: coś gniecie, coś świeżbi, po prostu strefa komfortu, do której przyzwyczaiłem się nosząc Mako na jego ciężkiej, ale przewygodnej bransolecie, nagle się zacieśniła. - Oj nie jesteś taki wygodny - pomyślałem. - Coś trzeba będzie z tobą zrobić.
Pierwszy krok - odpuściłem jedną dziurkę w pasku. Nadgarstek podziękował natychmiast. Ale zegarek przestał układać się na nim naturalnie: duże odstępy między ręką a zegarkiem wyglądały nienaturalnie, a zegarek haczył o rękawy i przesuwal się na ręku. Kolejna gorączkowa decyzja: zmienić pasek. Na bransoletę albo na Nato. - Ale hola hola, nie dlatego kupowałem go “po taniości”, żeby w niego teraz inwestować. Najpierw popróbujemy z tym, co jest. - Jak pomyślałem, tak zrobiłem i za pomocą żyletki i pilniczków powiększyłem dziurkę numer sześć o półtora długości. Założyłem zegarek z powrotem na rękę i… To jest to! W końcu przestałem zauważać, że mam coś na ręku. Jeszcze tylko szybko ustawiłem cogodzinny sygnał i mogłem przejść do rozpakowywania kolejnych prezentów.
Po kilku dniach przyszedł czas na pierwsze analizy. oto co mi z tego wyszło:
- To bardzo fajny, lekki i wygodny zegar, ale pasek to jest do kitu. Niby w miarę miękki, ale ciężko ułożyć go na nadgarstku. Zdecydowanie sztywniejszy pasek od G-3010 otula nadgarstek idealnie. No ale sam G-3010 jest potężny w porównaniu do DW-5600. Nawet pasek od AQF-100 jest wygodniejszy, może przez to, że węższy.
- Świetny moduł. Nie ciągnie do ciągłego przełączania między funkcjami. po prostu działa i już. Taki F91W w fajniejszej skorupce.
- Apropo skorupki - z zewnątrz również prezentuje się fajnie: nie razi w oczy kilkunastoma kolorami na ekranie. Nie jest tak stonowany jak GW-5000, ale również nie przytłacza napisami z instrukcją obsługi i opisem ekranu.
- Godzinę basenowego intensywnego pływania znosi bez wysiłku i bez śladu pary pod szybką. Tego się co prawda spodziewałem, bo mój 100-metrowy AQF także daje radę bez problemu, a ma już pieć lat, ale po akcji z Mudmanami wszystkiego można było oczekiwać.
- Jak na razie jestem pan zadowolony i czuję, że kilka moich automatów złapie kurz na dłuższą chwilę.
DW-5600 od czasu zakupu jest moim zegarkiem codziennym. Od tej pory nie zastanawiam się co mam na nadgarstku kiedy zmywam naczynia, grzebię przy samochodzie, biegam, pływam czy zakładam koszulę do pracy. Zegarek w każdej z tych aranżacji odnajduje się znakomicie, a w pracy pozwala skupić się mi na zadaniu, a innym kontaktującym się ze mną na sprawie, którą mamy załatwić, a nie na tym co mam na nadgarstku i za ile. Jest lekki, wytrzymały, można go szybko umyć, a nawet niskim kosztem odnowić wymieniając bezel czy pasek. Wymiana baterii przy odrobinie wprawy również nie powinna nikomu sprawić problemu, a czy szczelność po wymianie będzie 200, czy "tylko" 100 metrów? No cóż... Zawsze można poświęcić 50 dolarów i kupić sobie nowy DW-5600 zamiast serwisować starego
Czy mógłbym mieć jeden zegarek? Myślę że tak. Zanim zapadłem na "chorobę zegarkową" zawsze miałem tylko jeden zegarek czy do do sportu, garnituru, czy zwykłych dżinów i koszulek i był to zegar o zdecydowanie gorszej prezencji niż DW-5600.
Czy byłby to wtedy DW-5600? Nie wiem. Analizując czas, który ostatnio spędza u mnie na nadgarstku (wygrywając zdecydowanie z innymi moimi zegarkami) mógłby to być zegarek o tym kształcie i tej wygodzie noszenia. Czasem zastanawiam się nad stalową kopertą, ale co założę ją na nadgarstek do przymiarki, to wydaje mi się za ciężki i zaczynam zwracać uwagę na nadgarstek. W tej formie natomiast zapominam, że mam jakikolwiek zegarek na ręce. Przypominam sobie o nim tylko w chwili, gdy chcę z niego skorzystać. Nie zastanawiam się już natomiast nad baterią ładowaną słońcem i synchronizacją radiową. Moim zdaniem to zwykły bulshit za kupę kasy.
Patrząc wstecz na kilka miesięcy codziennego użytkowania tego taniego japońskiego produktu nie dziwię się że jest on popularny wśród ludzi jak kiedyś były PRS-y od Smiths-a, CWC, stare Rolexy jeszcze z czasów, kiedy były tanie, czy nawet Wostoki i Poljoty zza wschodniej granicy.
One były dla ludzi, a nie ludzie dla nich. I taki też jest Casio G-Shock DW-5600: prosty, tani i po prostu dla ludzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz