Otóż...
PODOBA MI SIĘ:
- to, że jest ładnym, dobrze wykonanym dużym zegarem. Mam wersję niebieską, która na gumowym pasku prezentuje się naprawdę super. Nawet na tak mizernym nadgarstku jak mój: 16,5 centymetra. Zapinam na ostatnią fabryczną dziurkę i dzięki temu końcówka trochę odstaje, ale nawet to mi w "overalu" nie przeszkadza.
- to, że wprost z pudełka jest niesamowicie dokładny. Czytałem o tym na różnych zachodnich i krajowych forach, że CeEMy65 tak mają, ale za bardzo w to nie wierzyłem, szczególnie że mój "trzygwiazdkowy generał" opisany tutaj leci sobie średnio 15 sekund na dobę do przodu, nie zwalniając nawet szczególnie leżąc w nocy koronką do góry. a tu prosz.... 18 sekund do tyłu w przeciągu miesiąca. Rewelka!
- to, że nie boję się w nim zmywać, pływać i dłubać przy samochodzie i jeździć bez stresu na rowerze. Chociaż z tym dłubaniem i rowerem to nie do końca - napisałem o tym w części przeciwnej.
- to, że ma grawer na koronce. mała rzecz a cieszy.
- to, że jest wykonany starannie, bez żadnych (oj - patrz stronę przeciwną), no może prawie żadnych uchybień.
- to, że jest ładniejszy od CeEMa75 i nowego CeEMa65 "Ray-a" - choć to zapewne kwestia gustu.
- to, że profil koperty jest tak wykonany, że świetnie układa się na nadgarstku.
No cóż, jak widać podoba mi się dużo. A co...
...MI SIĘ NIE PODOBA???
- to, że nie jest to diver. Ooops... Wygadałem się? Pewnie wszyscy to wiedzą, ale Mako to nie DIVER's 200M, tylko "tylko" WR 200M. Czyli nurkujemy w kombinezonie na własną odpowiedzialność i cioramy jak G-Shocka też na własną odpowiedzialność (patrz opisywaną w zaletach grzebaninę przy samochodzie i jazdę na rowerze). Co więcej - nie wiadomo czy nam na stare lata "Makoszek" nie zardzewieje, bo nigdzie nie znalazłem informacji, że to stal 316. Wskazówka sekundnika bez lumy dopełnia niespełnienia normy ISO6425. Ciekaw jestem, czy to tylko takie widzimisię Orienta, który nie chce podnosić ceny zegarka kosztownymi testami, czy mój zegarek po roku przebywania w saunie padnie na serce. Jeżeli nie padnie - długo nie zejdzie z mojego nadgarstka (patrz zalety). Jeżeli padnie - ups... Monster ani SKX007 mi nie podchodzi. Czyli znowu będzie trochę frajdy z szukania nowego modelu
- to, że ma drugą koronkę. Bez niej byłby zdecydowanie zgrabniejszy. Wystarczy przesłonić sobie ją palcem i widzimy... zupełnie inny zegarek
- to, że jest taki bałagan z czcionkami na tarczy. nie jest to co prawda to samo, co w diverach marki Invicta, gdzie na tarczy możemy znaleźć całego "Pana Tadeusza", ale jakaś stabilizacja czcionek by się przydała.
- to, że nie ma ładnego grawera na deklu. Niby nie noszę zegarka deklem do góry, ale lubię "napawać się" jego widokiem od czasu do czasu i mi to przeszkadza. No przecież może, no nie?
- to, że wachnik z biegiem czasu działa coraz głośniej. Chyba że ja się wyczulam.
Miałem napisać po roku użytkowania, ale... Każdy czas jest dobry, żeby trochę poszpamić
Mako - nadal mi się podoba. Używam go naprzemiennie z innymi zegarkami, ale w tym dziewięciomiesięcznym czasie, od kiedy go mam, udało mu się zatrzymać... Tylko raz
Na zewnątrz: Szkła porysować się nie udało. Ale ja raczej nie rysuję nawet plexi, więcz w przypadku "minerału" to nie było takie trudne. Głośność chodu - dopuszczalna. Jak nie przyłożę do ucha, to wahnika nie słyszę. Cykanie - cichutkie (pewnie przez tę grubą blachę z burty po japońskim okręcie wojennym
Koperta - rysuje się, owszem, ale tragedii nie ma. Po dziesięciu latach nie będzie może wyglądał jak nowy, ale rysy nadadzą mu zadzioru jak w rasowych diverach Seiko. Najbardziej rysuje się część najmniej moim zdaniem na warunki zewnętrzne wystawiona, czyli dekliel.
Bezelek - rozkręcił się na dobre. Chodzi lekko i precyzyjnie, aczkolwiek z minimalnym luzem po orbicie. Czasami zdarza mu się zaciąć, ale wystarczy użyć większej siły i działa ponownie wyśmienicie
Pasek: jak to gumowy pasek. Złapał kilka szram. Poza tym nie widać uszczerbków na zdrowiu.
Wewnątrz:
Nie otwierany. Dokładność przez ten czas się nieco zmieniła. O ile w początkowym okresie późnił się o około 2 sec na dobę, tak teraz spieszy się... Również o 2 sekundy na dobę. Czyli można powiedzieć, że jest stabilny do bólu
Overal:
JestPanBardzoZadowolony
Proszę proszę, jak ten czas leci
Po dwóch latach dopiszę do tematu parę zdań dla potomnych:
Nadal jest jeden z dwóch ulubionych moich zegarków. Drugim jest od niedawna prosty i tani Kazik DW5600E, ale ten ma u mnie osobny temat, więc jak przyjdzie czas, to wspomnę go tam gdzie należy.
Mako to imo idealne EDC. Jest tani (bo EDC powinno być tanie, żeby nie szkoda było go maltretować), dobrze zbudowany, wygodny (teraz od roku noszę go już na bransolecie, a nie na gumie), odporny i ciekawy z wyglądu. Jego legendarna dokładność (2 sekundy na dobę) po roku użytkowania pogorszyła się nieco, być może pod wpływem wstrząsów lub jakiegoś uderzenia, ale niewiele: teraz leżąc na plecach spieszy się dzień w dzień dziesięć sekund. Gdy leży koronką do góry, różnica zmniejsza się do sekund pięciu, więc całkiem tolerancyjnie.
Zegarek nie był w tym czasie oszczędzany: łowił ryby, jeździł na rowerze, ciorał w terenie, pływał, biegał na pociąg i uderzał o futryny i inne ściany. Efekt?
Koperta złapała kilka rys, bezel - a raczej jego wkładka - również. Szkło bez skaz. Raz na jakieś trzy miesiące muszę przygiąć maskownice, żeby nie klekotały, ale na to też juz mam sposób: rozwiercę bransoletę do wielkości grubych teleskopów i powinno być okej.
Sama bransoleta jest bardzo wygodna. Na początku klekotało zapinanie, ale przypadkiem kiedyś przydepnąłem je nogą wstając z łóżka i troszkę się wygięło. Od tej pory nie klekocze
Czy chciałbym go na coś zamienić?
Chyba nie... Myślałem kiedyś o Seiko SKX007, ale z tego co byłem w stanie zaobserwować, to jest gorzej spasowany, mniej dokładny out of box i dużo droższy. Nie chcę więc zamienić siekierki na kijek dopłacając za napis DIVER'S, ciut mocniejszą lumę i legendarność.
Mako jest just OK!
Minęło już... Trzy lata.
Tak, tak! Trzy lata z Mako pod jednym dachem. Dużo? Wydawałoby się, że nie, bo przecież kiedyś miałem "jeden zegarek na całe życie", ale od pewnego razu zmieniło się to drastycznie i zegarków mam "trochę" więcej. Jak w tej grupce prezentuje się znany i lubiany wśród kolekcjonerów z tzw. mniejszym portfelem Orient Mako?
Otóż, proszę Szanownego Państwa, świetnie :)
Pomimo tego, że musi walczyć z innymi zegarkami o miejsce na moim nadgarstku, to cały czas wygrywa zdecydowanie. Z pobieżnych moich szacunków wynika, że na moim nadgarstku spędza ok... 80 procent czasu! Około 19% dzielą między sobą Casio DW-5600 i PZL P.24, a pozostałe - około 1 procent. Szacunki są z przymrużeniem oka oczywiście, ale prawda jest taka, że Mako to moje EDC. I żeby inny zegarek mógł spędzać więcej czasu na nadgarstku, musiałbym go sprzedać (co jest praktycznie niemożliwe), zepsuć (raczej niemożliwe, bo to niezniszczalna konstrukcja) albo zgubić (no to już bardziej możliwe, bo teleskopy do bransolety są cienkie jak żyletka znanej polskiej marki).
Na marketing szwajcarski jestem odporny, więc jedynym zegarkiem, na który mógłbym go zamienić, jest SKX007 od Seiko, ale na zdjęciach nie przekonuje mnie. Musiałbym zamienić się z kimś na jakiś tydzień dwa i wtedy zdecydować, czy to jest jakakolwiek konkurencja dla Mako pomijając pomarańczowy napis Diver's na tarczy SKX-a.
Jak na razie Mako ma u mnie dożywocie, a jak się prezentuje po trzech latach wytężonej pracy, pokazują zdjęcia poniżej:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz